www.dziennikirowerowe.pl
left_up

home

Sycylia 2012

Kibris

Chorwacja

Mondo

Crete

GuestBook

Lanzarote

right_up
left

Kreta

Hiszpania

Sycylia 2008

Cypr

Grecja

Portugalia

Cyprus_button

Noclegi

right
ROWEROWA CHORWACJA 2013
Chorwacja wyprawa rowerowa
ISTRIA, CRES i KRK
Kierunek: Prosto, Centralnie, Na Przestrzał.
 
 
VIDEO        FOTO-GALERIA
 
28.06.2013 – Warszawa
12:15 Astra gotowa do startu, dystans do pokonania 1200km, więc pakowanie roweru do samochodu i w drogę...
 
29.06.2013 – ITALIA, Udine Sud
Chorwacja wyprawa rowerowa10:00 – przygotowanie roweru do trasy, astra zostaje na parkingu pod marketem.
Ps. niesamowity pokój serca więc do boju o życie w pogoni za przygodą. Przebić się przez Słowenię.
13.15 – zwiedzanie cmentarza wojennego.
15:00 - TRIESTE, szybka ekspresówka bez pobocza, oglądam się za siebie, ktoś za mną jedzie i nie wyprzedza, po 5 minutach dalej to samo okazuje się, że to policja na sygnale eskortuje mnie do pierwszego zjazdu ze względów bezpieczeństwa a już myślałem ile euro bedzie mi trzeba zapłacić mandatu.
16:40 – Welcom to Slovenia.
Miasto KOPER – na skróty przez ląd czy wybrzeżem na około? Nigdzie się nie spieszę więc wybrzeżem. Fajne ścieżki rowerowe są w tej Słoweni. Kąpiel na stacji benzynowej przy dystrybutorze wody, to nic, że inni się patrzą…
19:30 Przejście graniczne, kontrola dowodu osobistego i wjazd do Chorwacji. Niedługo będzie czas na piosenkę „Long Nights” i czas by zacząć rozglądać się za glebą do spania.
Ps. chciałem pojechać do UMAG ale jest zakaz wjazdu dla rowerów.
20:50 – UMAG, dotarłem boczną drogą.
22:30 – nocleg przy morzu, znalazłem rozkładany leżak, super.
23:20 – ktoś wyszedł z domu i szuka leżaka który ja zaciągnąłem na skaj i śpię na nim…
Dst. 149km
 
30.06.2013
Chorwacja wyprawa rowerowa6:50 – czas startu, zimno i leniwie, cel dotrzeć na CRES, odstawiam leżak na swoje miejsce.
10:30 – kąpiel przy  cmentarzu pod polewaczką i krótki czas odpocznienia.
12:00 – tarasy widokowe fiordów, Limski kanał
15:00 - odsypianie, kierunek PREMANTURA
Przejazd przez PULA, jak ja nie lubię dużych miast.
20:50 – wjazd do parku PREMANTURA, widzę tablicę, że o 21:00 zamykają wjazd, pytam człowieka w budce czy mogę wjechać i czy musze płacić? rowery wjeżdżają gratis ale za godzinę muszę wrócić. Przecież to oczywiste, że nie wrócę tylko zamierzam gdzieś tam w dziczy przenocować. Miejsce warte walki.
21:50 – nocleg w małej zatoczce, twardo na kamieniach i zimno ale uroczo.
Dst 114km
 
1.7.2013
Chorwacja wyprawa rowerowa6:43 - gdy nowy wstaje dzień, ruszam na wschodnią stronę półwyspu przywitać wschód słońca.
7:15 - czas zatrzymania, bo to jest to miejsce w którym chce się pozostać na dłużej. Ciągle przeprawa szutrowymi ścieżkami wybrzeża, jakiś pan z samochodu widząc mnie na rowerze z sakwami pokazał radośnie gest dwóch kciuków podniesionych do góry – to się nazywa męska więź. Mentalnie odpuszczam ZADAR, który docelowo miał być punktem najdalej oddalonym na południe w Chorwacji do którego miałem dojechać ale wolę poświęcić ten czas na włóczęgostwo bardziej niż na gonitwę. Ps. metaliczny dźwięk przy hamowaniu, czyżby starte klocki hamulcowe?
10:40 – opuszczam dziki i uroczy rezerwat PREMANTURA.
Szukając CRES-u, najtrudniejsze mam już za sobą więc czas na wolność. Dobrze jest czasami porzucić stały ląd w którym człowiek żyje na co dzień lecz nie czuje się jak u siebie.
Godz 12:10 – obiad z drzewa morwowego, co jakiś czas mijam parę sakwiarzy. Dobry czas trwa i miejsce też dobre.
13:00 - Kierunek KAVRAN, prosto w bezdroża, wóz albo przewóz, kierunek który wybieram naznaczony jest ryzykiem przejezdności ale o to chodzi.
13:08 – kamieniołom, lubię takie miejsca.
14:00 - spotkanie z sakwiarzami z Belgii, oni tak wędrują przez miesiąc, super ludzie, jedziemy w tym samym kierunku.
Odnalazłem swoją drogę, swój świat i swój czas.
14:17 - KAVRAN, miły zakątek świata.
15:14 - KRNICA, cmentarna kąpiel plus uzupełnienie zapasów wody. Wszystko ma swój czas więc nie poganiam ani siebie ani czasu, chwila odpocznienia.
18:05 – cudowny świat dźwigów szynowych, kamieniołomów, uboju bydła i budynków które są arcydziełem czasu i wydarzeń które wstrząsnęły tym miejscem. Dobrze, że odbiłem w boczne drogi teraz sycę się klimatem zachodzącego słońca.
20:50 – sporo walki i kropli potu mam za sobą a teraz kąpiel przy kościele, woda z gibanej studzienki bardzo zimna, powoli szukam miejsca na nocleg.
21:40 – zmrok, baza na tyłach małej kapliczki, obok cmentarz, zostać na noc? Jestem zbyt zmęczony by szukać innego miejsca.
dst 106km
 
2.07.2013
Premantura Chorwacja wyprawa rowerowa5:49 – wschód słońca, pakowanie bazy i w drogę.
6:55 – LABIN, ostatnia bateria w aparacie, szukanie wody do picia a później kierunek na prom na CRES by odciąć się od reszty świata.
7:30 – RADAC, co ja tutaj robię? Przecież nie miało mnie tu być, dlaczego nie sprawdziłem mapy? No i teraz powrót pod ostrą górę oczywiście z buta.
8:00 – odpoczynek na zakręcie, śniadanie z jednego snikersa, fajny punkt widokowy, nawet jeden rowerzysta zapytał czy przypadkiem nie mam jakiejś awarii roweru.
 
Ileż razy można wracać i ponownie gubić trasę? okazuje się, że bardzo wiele.
 
11:48 – punkt widokowy na zakręcie, ławeczka i wino które ktoś zostawił więc je wypiję a co tam. Mam 10km do promu a później to już tylko CRES, ostatni łyk wina i w drogę. Znowu spotkanie z sakwiarzami z Belgii, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ostatnie a szkoda bo miła para.
11:54 – BRESCOVA, do odpłynięcia promu mam 50min więc czas na morską kąpiel.
13:15 – I nastał CRES, długa droga prosto w górę.
15:00 – w końcu pierwsza przełęcz bo ileż można męczyć łańcuch i tryby? Musze znaleźć gdzieś wodę bo się kończy a po drodze nie było gdzie.
17:00 – miasteczko CRES, tak samo się nazywa jak wyspa, urocze i klimatyczne, zjadłem pół drzewa morwowego, kąpiel pod szlufem w porcie i robię zapasy wody 6 litrów i po krótkim czasie ruszam prosto w bezdroża, chętnie tu wrócę jak będę wracał.
Bez pośpiechu w klimacie zachodzącego słońca jest wszystko tak jak być powinno, po obu stronach głównej drogi bezdrożna dzicz. Cel, dotrzeć do ORES.
21:03 – ORES, rozpoznanie terenu w poszukiwaniu miejsca na nocleg.
21:30 – rozkładam bazę przy brzegu na kamieniach, widok na miasteczko, most i wieżę kościoła, głośno od samochodów i ludzi którzy siedzą w knajpach ale to nic.
22:30 – o mało stado owiec nie weszło na mnie jak spałem, wystraszyły mnie i ja je, pobiegły wystraszone prosto na ulicę.
dst 112km
 
3.07.2013
Ores Chorwacja wyprawa rowerowa5:30 – wybudzony z hibernacji – ORES, radość poranka, światła wschodzącego słońca które oświetla twarz, cisza i głęboki pokój, wszystko mokre od rosy. Cel, dotrzeć na sam koniec wyspy.
8:30 – LOSINJ, czyli tam gdzie życie płynie normalnie. Ta wyspa ma wiele do zaoferowania więc sięgam by brać.
 
Być tam, gdzie kończy się droga.
 
Na śniadanie 3 pączki i Cola 2L, bosko.
9:37 – Tak, to jest to!!! Ciekawe jak sobie radzą moi belgijscy przyjaciele?
10:00 – szukając drogi przez szczyt.
11:15 – jest znak z drogowskazem na KALVARIJA, może to coś, co szukam?
12:10 – szczyt, kapliczka, krzyż, widok z którego widać wszystko.
12:30 – ostry widokowy zjazd i ostatni skrawek lądu, tutaj kończy się droga więc biorę okulary pływackie i ruszam prosto w morze na przekór ostrzeżeniu o zakazie kąpieli.
13:20 – powrót prosto przez szczyty, dobrze, że mam wodę bo przeleje się po drodze troszkę kropli potu.
Tak, to jest to !!!
15:00 – wskoczyłem radośnie pod prysznic na plaży a tu badziewiaki zakręcili wodę… jak nie, to nie, wyjeżdżam stąd.
Inne miejsce, inna plaża i lodowaty prysznic, który od razu stawia na nogi.
17:00 – 1,5 godziny spędzone przy publicznej toalecie by naładować baterie, no i gorący prysznic gratis.
18:36 – zaraz opuszczam LOSINJ, robię to z wdzięcznością serca bo miejsce, okolica i przeżycia są tego warte.. jeszcze tylko sprawdzenie mapy i w drogę…
Wracam do OSOR a później w prawo do POGANA by gdzieś tam zatrzymać się na nocleg, to będzie kolejny koniec lądu, po drodze zupka chińska bo zgłodniałem. Przede mną na dziś jeszcze ok. 35km.
18:54 – zabawa w chińskiego kucharza rozpoczęta, pamiętam, że po drodze rosły figi więc będzie też deser.
21:10 – niesamowita droga na przestrzał,ORES-POGANA, jakby przez sam środek dzikiej dżungli.
21:30 – koniec drogi, kamping a może za nim będzie jakaś fajna plaża na nocleg tylko ten szlaban kampingowy mnie blokuje więc pytam faceta w dy zurce czy mogę się przebić poza kamping ?
 - The Road is end ?
 - Where is your camping ?
Myślę sobie człowieku czy ja wyglądam na kogoś cywilizowanego kto by szukał kampingu? Ja szukam dziczy !!! i tam chcę nocować !!!
Pan z budki każe mi wrócić 20km i chce mi pokazać mapę a ja się uśmiecham i odjeżdżając mówię:
- I have a map and I know where I Am, więc odbijam szukając czujnie miejsca dzikiego na nocleg, przy brzegu nie da rady bo same duże kamienie, jadę dalej, jest jakaś działka pośród drzew – super, rozpoznanie terenu i rozkładam bazę.
22:30 – jakieś zwierzę na kopytach chodzi blisko mnie, nie widzę go ale on widzi mnie bo jestem na polanie a on wśród krzaków i drzew, słyszę jak mnie okrąża a ja nie mam noża niszczyciela.
23:30 – jacyś ludzie z latarkami, cholera, szukają mnie ? denerwujące komary.
dst 105km
 
4.07.2013
Istria Chorwacja wyprawa rowerowa8:30 – jeszcze w śpiącej hibernacji.
 
Czas ruszyć w kierunku celu a celem tym jest droga.
 
Nie odkryte wybrzeże czeka, więc w drogę. Świat szutrów i leśnych ścieżek.
 
By żyć pełnią życia wystarczy puścić hamulce… no i wyrobić się na zakręcie.
 
16:20 – otaczanie jeziora VRANSKO, drogą betonową, szutrową, kamienistą i sam nie wiem jeszcze jaką ale nie jest łatwo, samochody wracają bo nie mogą się przedrzeć a ja napieram na oślep.
19:14 – miasteczko CRES, uzupełniam wodę i biorę ciepłą kąpiel pod szlaufem w porcie. Pozostało mi jeszcze na dziś przebić się na druga stronę wyspy do promu, aż szkoda mi będzie tą wyspę opuszczać. Siłowo jestem wypalony, kończy się żarcie w sakwach, zostało tylko 100g salami, 2 chałwy 50g i 3 zupki chińskie na 3 dni zanim dotrę do UDINE we Włoszech.
21:08 – pcham rower pod górę od 1,5 godziny, przeklinam i klnę tą drogę, która już bardziej stroma i dłuższa być nie mogła więc Panie Boże za ten trud nocleg musi byś zajebisty.
21:20 – nawet przez myśl mi nie przeszło, że właśnie ten zjazd wynagrodzi mi cały ten trud. 
21:40 – przełęcz, szukam gleby do spania, jest jakiś dom, podchodzę bliżej i zapala się automatyczne światło więc uciekam, obok nadworny kanał samochodowy, może być… ale co to?  jakieś zwierzaki jak małe kotki, ale to nie kotki, kuny? Jest ich sporo więc jadę dalej szukać gleby.
21:55 – po lewej jakaś betonowa ściana bunkra, cholernie wysoka, wchodzę na szczyt i jest super, mega widok, wiaterek który rozgania komary, jest zajebiście !!! Rozkładam śpiwór 1m od 3 piętrowej betonowej krawędzi ściany bez zabezpieczeń. Oby mi się nie przyśniło, że gdzieś wychodzę na spacer bo miałbym lot bez spadochronu z radykalnym przedśmiertnym przebudzeniem.
dst 88km
 
5.07.2013
Cres Chorwacja wyprawa rowerowa6:00 – koniec nocnej hibernacji, pakowanie i prosto na prom na wyspę KRK.
6:30 – przeprawa promem, śniadanie 3 pączki i Cola w miasteczku VRH, jaka fajna nazwa a później na przestał przez port KRK, kierunek koniec świata czyli STARA BASKA.
11:38 – STARA BASKA, super stromy zjazd 14% z mega widokami, które niesamowicie upiększają ten zakątek świata.
STARA BASKA czyli tam gdzie kończy się ląd. Normalnie jak na wakacjach wypoczynkowych, opalanie, nurkowanie, freediving.
13:35 – kolejne lądy czekają na odkrycie więc w drogę do BASKI już nie tej starej.
16:20 – dojazd do BASKI długim kanionem prosto w dół, po prawej wielki widelec.
19:30 – kąpiel butelkowa - chyba zostanę w tym mistrzem bo dobrze mi to wychodzi.
21:10 - SILO, jest po prostu rewelacyjnie, zatoka, siedzę sobie na wysokim murku obok zespół gra na żywo, przyjemny wiatr, zmrok, radość na twarzy, w oddali widzę półwysep skalny więc chyba już wiem gdzie będę spał. Niestety w oddali nad górami błyskawice i wiatr wieje właśnie od strony błyskawic. Znalazłem chipsy, ktoś zaczął więc ja je dokończę. Błyska coraz bardziej. Ruszam w kierunku końca lądu szukać gleby na nocleg. Blisko latarni morskiej rozkładam śpiwór i dmucham materac, jak dobrze położyć się na miękkim materacu.
dst 104km
 
6.07.2013
Krk Chorwacja wyprawa rowerowa6:30 – obyło się bez burzy i deszczu.
Back to home? but where is my home?
7:20 – ktoś zostawił dla mnie na ulicy całego pączka, no fajnie…
8:50 – Most Krcki
11:57 – RIJEKA, przejazd przez miasto i wymiana tylnej dętki przebitej na kolcu chwastowym. Ciągle pod górę w kierunku granicy, brak pobocza, wskakuję na trzeciego za dwójką sakwiarzy.
15:10 – SLOVENIA, od 3 godzin sympatyczna przeprawa przez góry, ciągle wyżej. Teraz postój za przejściem granicznym, podeszwy w butach zdarte od pchania roweru pod górę, pranie białej koszuli i kąpiel butelkowa przy barze. Niestety przekraczając granicę pożegnałem się z Chorwacją która była celem tej wyprawy. Musze powiedzieć, że dobry był to cel no i miło było spotkać na trasie kilka razy sakwiarzy z Belgii, szkoda, że nie wymieniłem kontaktu. W cichych planach tej wyprawy mam jeszcze „zatopione miasto w Italii”.
15:30 – wysoko tu a po drodze być może będzie jeszcze wyżej.
16:12 – przeprawa przez SLOVENIE, czyli swobodne opadanie w dół.
17:30 – jest klimat, jest radość, jest też znak w prawo na jaskinię, więc jadę… pustkowie, przez las, jest i jama, fajne zejście spiralne w dół, niestety w połowie zamknięte.
 
Dobry czas i dobre miejsce.
 
18:15 – jakie wielkie czereśnie przy drodze !!! wskok na murek i pożeranie owoców, za chwilę pojawia się pan na podwórku a ja daję mu znak, że już nie jem, koniec, a on na to:
- mangia, mangia…
dobrze, że znam włoski ( jedz, jedz ), mogłem jeść do woli, jeszcze porozmawialiśmy po włosku o mojej wyprawie. Dziękuje za serdeczność ludzi i tego miejsca.
19:38 – granica Słoweni z Italią, naprawdę fajnie było się przebić przez Słowenie trasą nr 7, góry i zieleń.
20:15 – wybieram boczne drogi by nie wracać tą samą drogą, właśnie one dają mi klimat wolności i satysfakcji, że to właśnie je wybrałem.
 
Co dalej? Powrót do Polski albo przedłużyć urlop i ruszyć prosto w Italię. Telefon do dowódcy UG, oraz do mamy, furtka otwarta więc ITALIA.
 
22:30 – nocleg na górze ofiar wojny, cmentarz wojenny.
23:45 – bardzo wystraszyłem parę, która w nocy przyszła odwiedzić to miejsce i nie zauważyli mnie gdy spałem obok roweru więc odezwałem się do nich a oni zmarli ze strachu usłyszawszy mój głos…
dst 169km
 
7.07.2013
Cimetero 3 Armata Chorwacja wyprawa rowerowa6:50 – kierunek UDINE ale zanim to nastąpi to jeszcze zwiedzanie góry chwały.
 
Dywizjon - 3 ARMATA
 
8:43 – miała być droga wzdłuż rzeki ale cóż nie było deszczu więc nie będzie też rzeki tylko wyschnięte koryto. Mam jeszcze ok. 10km do UDINE gdzie czeka na mnie ASTRA.
9:47 – ostatnia kąpiel butelkowa w parku.
10:25 – UDINE SUD – ASTROMEDA
Dst 38km
 
TAM GDZIE KOŃCZY SIĘ ZDROWY ROZSĄDEK,
TAM ZACZYNA SIĘ PRZYGODA.
Total distance 985km