www.dziennikirowerowe.pl
left_up

home

Sycylia 2012

Kibris

Chorwacja

Mondo

Crete

GuestBook

Lanzarote

right_up
left

Kreta

Hiszpania

Sycylia 2008

Cypr

Grecja

Portugalia

Cyprus_button

Noclegi

right

ROWEROWE HARATANIE KRETY 18-27.06.2016

Rowerowe haratanie krety
 
 
DZIENNIK WYPRAWY     FOTO GALERIA     VIDEO
 
 
17.06.2016 – kupuję bilet przelotowy na Kretę - wybieram opcję najbardziej bezpieczną, rezygnuję z Turcji ze względu na zamachy stanu, odpuszczam Lanzar ze wzglęgu na ryzyko braku wody pitnej...
18.06.2016 - zbombardowany przeciwnościami do tego stopnia by się poddać, by się wycofać, by odpuścić, by się nie wychylać poza granice normalności i zdrowego rozsądku, lecz na przekór przeciwnościom wkładam białą koszulę, podnoszę kotwicę i stawiam żagle ruszając w drogę dokądkolwiek miałaby mnie zaprowadzić i cokolwiek miałoby się stać…
W myślach wspominam jeden wpis na FB –
 
„If life is coming down, travel by bike”
 
23:30 – Warszawa Tarchomin, oczekiwanie na nocny autobus N63, spóźnia się, obok mnie wielki plecak i rower spakowany w pudle po telewizorze, oby nie przyjechał, bo kto chce wyruszyć w podróż bez gwarancji na przeżycie, bez pewności na to czy znajdzie miejsce na przekoczowanie nocy, bez pewności czy rower kilkukrotnie spawany wytrzyma? Bez pewności czy znajdzie wodę do picia bo z pewnością będzie jej wiele potrzebował? Bezpieczniej byłoby wrócić do domu…
 
ale domem mym jest droga...
 
19.06.2016
Kreta wyprawa rowerowa0:30 – Warszawa Lotnisko Chopina, wszystko idzie zgodnie z planem, oddaję rower i plecak na rentgen bagażowy, mam 8 zupek chińskich, palnik żelowy dla żołnierzy, 8 chałw 50g, 6 kabanosów i paczkę plasterków salami 80g i to ma mi wystarczyć na 8 dni i 8 nocy… oddaję wszystkie złotówki za przewóz roweru 240zł w jedną stronę.
6:20 - Kreta, Heraklion, targam rower poza teren lotniska by gdzieś w spokoju i na uboczu go poskładać, na małym wiadukcie będzie ok.
8:20 - rower złożony, pudło i plecak schowane więc w drogę. Zbieram wyrzucone puste, plastikowe butelki by przy najbliższej okazji ponapełniać je wodą.
10:05 - na ile to możliwe uciekam w boczne drogi ale nie zawsze się da. Odbijam od wybrzeża w stronę gór, rower się buja na boki z powodu ciężaru bagażu, oby wytrzymał...
13:20 – dwie godziny odsypiam w cieniu na ławce. Przeprawa przez góry czyli bardziej zdzieranie butów niż opon przy pchaniu roweru pod górę. Jest niesamowicie gorąco, woda szybko się wyczerpuje, trafiłem w sam środek słonecznego żaru przed którym chroni mnie biała koszula i czerwona apaszka znaleziona na ulicy we Włoszech 15 lat temu podczas pierwszej wyprawy rowerowej do Rzymu. Podążam w stronę krainy wiatraków gdzie wcześniej miałem upatrzony nocleg na dachu mikro budowli wyszukany w google eartch.
18:30 – obok drogi stoją dwie wanny z wodą jako wodopoje dla bydła, po cichu wchodzę do wanny biorąc kąpiel bo już czas na przygotowanie do snu.
20:00 – zobaczyłem inne miejsce w którym zdecydowałem przenocować, na tyłach kapliczki lecz coś mnie pokierowało by rozłożyć śpiwór w pomieszczeniu obok.
22:15 – dwie panie wybiły mnie ze snu, przyjechały podlewać kwiaty i to w miejscu gdzie wcześniej miałem zamiar rozłożyć śpiwór, masakra jeśli bym się tam rozłorzył, widzę ich lecz oni mnie nie bo leżę w cieniu księżyca pomimo tego, że są w odległości 3m.
23:30 – przyjechała para zakochanych Włochów – gadali bez końca, ileż można tylko gadać?, również nie wiedzieli, że leżę w odległości 5m od nich
Dst 82km
 
20.06.2016
Kreta wyprawa rowerowa8:20 – czas powstania ze snu, słońce pali, dobry punkt widokowy, zaraz ruszam w krainę wiatraków.
9:40 – farma wiatraków, na końcu mała kapliczka a za nią ruina na której dachu planowałem nocować, miejsce byłoby super (płaski dach 3x3m), kończy mi się zapas wody, szukam zjazdu w kierunku Spinalungi. Zawracam z wybranej drogi która prowadziła do latarni morskiej lecz niestety z koniecznością powrotu.
Fajne szutrowe drogi na samym zboczu góry.
12:12 - Plaża Spinalunga – jak do tej pory to jest to dzień odpocznienia, kąpiel, prysznic plażowy, kupuję dużą Colę, jem tylko 8 plasterków salami na śniadanie, robię zapas wody i ruszam w drogę…
13:44 – półwysep czyli tam gdzie kończy się ląd, niestety 2 km przed celem droga przestała być przejezdna dla roweru z sakwami. Przy plażach są natryski, w morzu można się schłodzić, kupić zimną colę ale to i tak jest niewiele by pokonać żar który leje się z nieba.
17:20 – mały postój, korzystam z odrobiny cienia, dobre miejsce na nocleg ale jest za wcześnie, na zegarach tylko 40km. Jest bardzo wiele długich i ostrych podjazdów i to one odzierają mnie z sił oddalając jednocześnie od plaży i morza. Ps. Pysk mocno piecze od słońca, wszystko inne Ok.
18:02 – super kąpiel pod szlufem obok przydrożnej kapliczki, cień i odpoczniecie, uzupełnienie zapasów wody.
20:15 – zmrok, wybrzeże, malutka miejscowość - Pachia Ammos, po prostu super, szukam noclegu, myślałem że obok tego kościoła ale za dużo ludzi i miejsce otwarte. Jest !!! znalazłem rewelacyjny nocleg ( Czarnobyl ), wieloletni ogromny hotel w stanie surowym, stary i porzucony, szukam drogi dojazdu ostrożnie by nie być zauważonym. Zsunąłem się w przepaść i rower poszedł w dół tylnym kołem i sakwami  „Nie mogę spaść w przepaść !!!”  - przelała się krew, ale się wydostałem bo dookoła był wykopany głęboki rów. Robię rozpoznanie terenu, klatki schodowe, pokoje, korytarze - wybieram miejsce na dachu 5 piętra z trudem wnosząc rower wąskimi klatkami schodowymi, było ciężko ale było warto. Piękny nocny widok, księżyc mi świeci, radość tego miejsca - cudownie
Dst 61km
 
21.06.2016
Vai Kreta wyprawa rowerowa7:28 – koguty pieją, kozy beczą więc czas spakować bazę i ruszyć w kierunku Lerapetra.
„Nie brak mi niczego, pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach”
Balsamacja ryja kremem UV-20.
12 godzin spędzone na dachu, bo to bardzo fajny dach z niesamowitym widokiem na morze i góry. Robię analizę i korektę trasy, tak by tu wróci…
8:20 – aż nie chce się opuszczać tego miejsca…
 
 
 
Pozostać w miejscach które są mi życzliwe…
 
 
10:01 – Monastiraki, kapliczka Holly Spiryt a w tle niesamowity kanion, niestety niedostępny z rowerem, wielka szczelina skalna, chciałbym tu wrócić.
12:52 - Rocca, zupka rowerzysty, droga niestety odbija od wybrzeża. Fajna droga przy morzu z jednej strony otoczona wysokimi górami a z drugiej morze, zaraz będzie odbicie w głąb lądu ale bez uzupełnienia wody nie ma mowy by wyruszyć w góry, jedyny sklep otwarty, kupuję 1,5 litra wody i 1,5 litra coli.
2 godziny pchania roweru w górę, świat zachodzącego słońca, dzika droga z dala od cywilizacji, nikogo, mam zapas wody ale wiem, że czeka mnie walka. Widoki dziczy – nie brak mi niczego.
 
WILD ROAD
 
Korekta trasy – zostaję w górach, silny wiatr.
20:20 - Nocleg na wzgórzu przed wejściem do kapliczki, obok ruiny starych kościołów, w oddali kraina wiatraków energetycznych.
Dst 84km
 
22.06.2016
Cycling Crete8:00 - dopiero teraz przy zwiedzaniu okolicy zauważyłem, że miałem w zasięgu kąpielisko i kran z wodą który przed snem by się przydał.
9:40 – krytyczna pomyłka trasy za którą zapłacę pchaniem roweru pod górę ale i pewnie w nagrodę będę miał fajne widoki.
12:12 – chowam się w cieniu drzew biorąc kąpiel butelkową w zimnym strumyku a potem ostro w górę.
14:00 – mam nadzieję, że to już przełęcz, zupka chińska.
15:15 – wzgórze paneli solarnych, zjazd z pięknymi widokami i zakrętami 180st. Byłem pewny, że droga otacza tą górę a okazało się, że wiedzie przez sam jej szczyt. Klimaty jak na obcej planecie. Zjazd w dół.
 
Rowerowe Eldorado
 
Miasteczko - kupuję Colę 1.5L i wafelki, kąpiel pod natryskiem plażowym. Podchodzi pan, spojrzał na mnie i rower, uśmiechną się i życzył udanej podróży, pewnie francuz bo mam francuskiego GIANTA… Cudne miejsce i ta górska pionowa skała wchodząca prosto do morza. Ruszam w kierunku tam gdzie kończy się ląd.
19:20 – Okolice Vai, północno wschodni kres lądu, kolejne wzniesienie, jechać czy odpuścić ale wiem, że raczej tu nie wrócę więc jadę. Pojawiają się znaki terenów militarnych z zakazem robienia zdjęć. Podoba mi się ta droga jest tylko moja i tylko ja na niej jestem. Na ulicy wielki napis STOP w oddali budka wartownicza w której nikogo nie widzę więc jadę dalej…  Nagle żołnierz w budce bierze karabin AK47 i wychodzi mi na spotkanie, od razu zawracam i żegnam go gestem podniesionej ręki by nie strzelał, on też mi pomachał jakby życzył mi udanej podróży. Wracając zauważyłem wodopoje dla zwierząt więc biorę kąpiel butelkową – wystarczyły 3 butelki by się wykąpać całościowo. Silny wiatr, wracam do kapliczki którą widziałem w oddali jako miejsce noclegowe. Droga w ciemności ma w sobie wyjątkowy klimat szczególnie gdy jest mało uczęszczana. Otwieram zamkniętą bramę idąc po kryjomu, następna zamknięta brama pokonana i jestem pod kapliczką, rozkładam bazę noclegową, silny wiatr, na szczęście śpiwór wytrzymuje graniczne warunki noclegowe pod gołym niebem, przybieram pozycję embrionalną by pozostać w temperaturowej strefie komfortu która jest na granicy. Niezliczona masa gwiazd, patrzę na nie i myślę o innych planetach, że może są takie całe pokryte wodą gdzie nie ma lądu, gdzie mógłbym cały czas nurkować.
Dst 91km
 
23.06.2016
Machlos Kreta wyprawa rowerowa7:40 – nie che mi się wychodzić ze śpiwora, wiatr od razu by go porwał w kosmos. Przydrożny stragan z owocami, nie ma nikogo więc zostawiam 2 euro na stole i zabieram jednego arbuza.
13:15 – Sita, port, uzupełnienie wody, kąpiel i w górę otoczyć lotnisko.
15:10 – kurva mać !!! nie dość, że pod górę to jeszcze pod wiatr, oczywiście z buta.
16:00 – wreszcie przełęcz, która wynagradza trud wspinania widokami i szybkimi zjazdami.
16:25 – kościelna kąpiel butelkowa, czas ruszyć w kierunku „Czarnobyla”, bo tak nazwałem opustoszały hotel, gdzie na dachu nocowałem.
18:17 – Machlos, ostatni skrawek lądu, jak dobrze, że tu jestem, tu i teraz, 16km do mojego noclegu na dachu. Strzaskany jestem słońcem, piecze, ale to nic… widok na małą wysepkę z kapliczką na brzegu, w 5 min byłbym tam kraulem. Nigdzie się nie śpieszę, nigdzie nie gonię.
 
DOBRZE JEST
 
Rano muszę zrobić analizę planowanej trasy i zastosować ostre cięcie. Sypie się skóra z pleców i z ryja.
 
BYŁO WARTO? TAK !!!, BYŁO WARTO !!!
 
Było warto podnieść bezpieczną kotwicę, wciągnąć żagle, opuścić codzienność, zaryzykować, tak, zaryzykować, podjąć decyzję i wyruszyć w nieznane, by utrzymać się w drodze…
18:55 – blask zachodzącego słońca, szum fal, obok ludzie którzy wybrali życie wygodne, łatwe i bezpieczne.
19:30 – pcham rower pod górę ale z pełną radością, niech ta droga i ten klimat zmroku tego miejsca migdy się nie kończy.
20:20 – Jest bosko, ciemno i wysoko a ja jadę trawersem ale i tak zajeżdżam na wszystkie punkty widokowe.
21:10 – Czarnobyl, kąpiel natryskowa na plaży, uzupełnienie wody do butelek, wchodzę na teren hotelu, gaszę światła by być niezauważonym, strasznie tu w nocy, boję się własnego cienia ale znam drogę korytarzami i schodami na dach.
 
JEST BOSKO I STRASZNIE.
Dst 81km
 
24.06.2016
Machlos Kreta wyprawa rowerowa2,5 godziny od przebudzenia siedzę na dachu korzystając z moich wakacji wpatrzony w morsko górski krajobraz. Docelowy punkt Lerapetra, dziewczyna z samochodu zaczepając ochlapała mnie wodą jak goliłem ryja przy kranie plażowym, aż szkoda odjeżdżać.
15:12 – Świat trawersów, z jednej strony morze a z drugiej góry. Szutry i ja.
16:20 – góry, betonowy przydrożny rezerwuar wody do nawadniania pól a w nim pływające złote rybki, wchodzę by obmyć z siebie wyciśnięte krople potu.
16:55 – Pako Homes, piękny, zapomniany świat, długi postój, zupka. Przeprawa przez góry, niesamowita cisza i samotność, świat opuszczonych dróg. Jest kapliczka, jest woda, sprawdzam czy jest jakieś dobre miejsce na nocleg, jest płaski dach  ale troszkę za wcześnie bo noc będzie dopiero za 2 godziny.
20:20 – dziś nocuję w zamku bo król powinien nocować w zamku, test otwarcia bramy, da się ale ktoś nadjeżdża i uciekam w dół. Powrót, pomysł by otoczyć ogrodzenie i bramę. Jestem na terenie zamku, jest super i ta niesamowita cisza natury, mogę już rozkładać śpiwór bo jestem pod osłoną nocy. Opuszczony budynek w kształcie pałacyku, rozkładam śpiwór na tarasie z pięknym widokiem, siedzę wpatrzony w dal karmiąc serce ciszą, pięknem i przygodą. Gorąco, trudno zasnąć, ciemno, sprawdzam temperaturę powietrza - 32st C
Dst 61km
 
Over The Top Kreta wyprawa rowerowa25.06.2016
6:45 – wyjazd z zamku wczesnym rankiem by nie wzbudzać niczyich podejrzeń.
11:22 - Tsoutsouros.
 
ANOTHER WEEK OF MY LIFE
 
DARKNES, LONLYNES, HOPE, JOY, SATISFACTION, DANGER, ADVENTURE
 
Podczas pchania roweru pod górę, pan z naprzeciwka na motorku z uśmiecham powiedział do mnie :
 
LONG WAY TO GOO
 
13:40 – przełęcz, piękno widoków, radość odpocznienia i wiatr ochłody.
18:26 – Droga kolejny już raz prowadzi mnie ze szczytu na szczyt a ja daję się jej prowadzić chociaż wiem, że jest tysiące prostszych i łatwiejszych dróg… Czas resetu
20:20 – przydrożny domek, jest łóżko zrobione z kawałków drzwi, stół, trzy krzesła, kominek – czy można chcieć więcej ? Zupka już się gotuje, latarka służy jako światło pokojowe. Jest pięknie i to niesamowite poczucie bycia prowadzonym. Po drodze do tego miejsca miałem niesamowite widoki i to nic, że kosztowało mnie to 3 przełęcze przez góry i Hard Reset
Dst 67km
 
26.06.2016
LAST DAY OF MY TRIP
 
noclegowy zameczek Kreta wyprawa rowerowa8:30 - opuszczam to gościnne miejsce i ruszam na kolejny szczyt gdzie docelowo miałem nocować.
10:12 - dobrze, że zostałem tam na noc bo tutaj nie byłoby gdzie.
14:02 – przedmieścia Heraklionu, robię wszystko by wydłużyć ten czas, by uczynić tą drogę nieskończoną zanim wjadę w obszar cywilizacji. Świadomość końca wyprawy rodzi we mnie wdzięczność. Stadion Heraklionu, pomagam w wypchaniu samochodu co zakopał się w piachu, jadę wybrzeżem do samego lotniska, sprawdzam czy są schowane kartony na rower i plecak, jest ok. więc dalej w drogę. Miało być odległe wzgórze wypatrzone z daleka ale odbiłem na lokalne winnice, kapliczkę i ruiny po bazie wojskowej. Plaża, czas zachodzącego słońca, ostania kąpiel, samolot mam o 4 nad ranem więc wracam pod kapliczkę zjeść ostatnią zupkę, zrobić ostatnie zdjęcie by później ruszyć prosto na lotnisko.
Dst 71km
 
 
Podsumowanie
Dystans całkowity – 598km
Koszty
Bilet – 349zł
Koszt przelotu roweru – 500zł
Zakupy przedwyjazdowe  - 70zł ( zupki, chałwy, kabanosy, salami, multiwitaminy musujące itp. )
Koszty na Krecie, 7 butelek coli 1,5 litra, wafelki, 4 bułeczki wiśniowe, 2 arbuzy, 1 melon  – 30Euro
 
 
Post scriptum:
 
Kasia G. -  Jesteś Wielki, Zbyszku!!!! :)))) Sam??? :))
 
Arkadiusz G. -  Sam, bo... -
kto by Zbyszkowi dotrzymał kroku,
morze przepłynął, pędził wśród mroku
rowerem z góry szutrową drogą?

Lub w Dolomitów wszedł nocne cienie,
ażeby świtem, ścianą pionową
piąć się zobaczyć pierwsze promienie?

Kto by nurkował na jednym wdechu,
żeby dna sięgnąć i dotknąć kresu
tego co człowiek sam z siebie może?

Albo też Etny wielkie brzuszysko
co wyspę tworzy, mafii siedlisko,
miał chęć objechać, zobaczyć, zdobyć?

Kto by z kamienia chciał mieć poduszkę,
w słońcu wędrować, mieć obiad-puszkę
i to co ziemia wokół zrodziła?

Czy taka dusza druga by była?