www.dziennikirowerowe.pl
left_up

home

Sycylia 2012

Kibris

Chorwacja

Mondo

Crete

GuestBook

Lanzarote

right_up
left

Kreta

Hiszpania

Sycylia 2008

Cypr

Grecja

Portugalia

Cyprus_button

Noclegi

right
Cyprus - Back To Home
1 - 8.06.2017r
 
Sunset Cyprus
 
To ziemia na której czuję się jak u siebie, znam jej drogi i bezdroża,
znam historię tej wyspy przelaną łzami i krwią...
 
CEL - STREFA BUFOROWA CYPRU
 
 
DZIENNIK WYPRAWY           FOTO GALERIA        VIDEO
1.06.2017
1dzienCzas pożegnać się z łóżkiem, ciepłą wodą, domem, wygodą i przyjąć w zamian przygodę, ryzyko i tą wielką niewiadomą typu co się wydarzy a z pewnością będzie to coś… Przenika cień przez moje mieszkanie i mówi do innych o mnie - „właśnie się pakuje”…
 
 
Przypominam sobie słowa które usłyszałem 8 lat temu na Cyprze gdy z całego serca czułem jakbym podjął złą decyzję która będzie miała konsekwencje życiowe.
 
„Jeśli wiesz kim jesteś to poradzisz sobie nawet ze złą decyzją”
 
Z Juniorem jadę a lotnisko a w radiu leci piosenka „Walk on water” – czyżby to była zapowiedz tego co mnie czeka? Albo chodzisz po wodzie albo toniesz, albo żyjesz albo giniesz, albo kochasz albo nienawidzisz i nie ma niczego innego. Mam wsparcie z  wysoka i to mi wystarcza by wyruszyć i spędzić osiem dni i siedem nocy pod gołym niebem.
godz. 14:45 – lot opóźniony i dobrze, im mniej dnia tym więcej nocy będę miał dla siebie a dziś czeka mnie spotkanie przy stole archaniołów. Jeśli jest ryzyko to chciałbym je podjąć, jeśli gdzieś jest niebezpiecznie to właśnie tam chciałbym pojechać dlatego padł cel – strefa buforowa Cypru.
godz. 18:30 – Lotnisko Larnaka, chwila niepewności, wszyscy zabrali już swoje bagaże, taśma się zatrzymała a mojego roweru i plecaka brak…
godz. 19:11 – wszystko jest tak jak być powinno, bagaże były na stanowisku oversize.
 
NASTAJE NOC
 
godz. 20:39 – rower poskładany, wszystko gotowe, próbna jazda po lotnisku i w drogę do kaplicy Michała Archanioła na totalnym pustkowiu. Ciemność i dzicz ale tak ma być i to mi nie przeszkadza gdy ma się światło serca.
 
NADCHODZĘ
 
godz. 22:15 – zjazd na bezdroża, brak znaku E4, pomyłka trasy.
godz. 22:47 – jestem w domu – kaplica M. Archanioła która ma swoją historię życia i śmierci, radości i łez tylko kto i dlaczego 30 lat temu tu przyjechał by wymordować ludzi i podpalić to miejsce ale to miejsce nadal żyje… Okupacja Turecka na Cypr – 1974r.
godz. 23:42 – na szczycie przy kapliczce, to najwyżej położone miejsce w okolicy, miejsce które odwiedzam za każdym razem jak jestem na tej wyspie. Zostaję tu na noc, silny wiatr 50km/h.
Północ – czas na nocną hibernację…
dst. 35km
 
2.06.2017r.
2dziengodz. 5:40 – od godziny świeci już słońce, to wyjątkowe miejsce. Rozpoznanie terenu w promieniu 20km bo taki jest zasięg lornetki. Pakowanie bazy a potem w drogę na azymut, w oddali monastyr na szczycie wyżej niż ja, poranna gimnastyka.
godz. 7:30 – skończyła się droga a iść i pchać rower po wielkich kamieniach dalej trzeba.
godz. 9:00 – Detonator mocy czyli tabletki musujące 3 x magnez, izotonik i multiwitamina. Przedmieścia Dali a w tle wieżyczki strefy buforowej wojsk ONZ, może ruszę na Nikozję bo to tylko 20km ?
godz. 12:12 – Centrum łączności satelitarnej, wielkie anteny satelitarne o promieniu kilkudziesięciu metrów, kierunek okrąglaki i chyba już czas na Colę1,5L
godz. 14:32 – okrągłe domy, kupiona cola wchodzi we mnie jak w gąbkę.
 
Ora pro nobis precatoribus
 
Ruszam dalej w słońcu i żarze.
godz. 14:43 – poprzebijane koła przód i tył, to cena za przejazd na skróty po kolczastych chwastach.
 
Nie zważaj na przeciwności jeśli zmierzasz do właściwego celu we właściwym kierunku.
 
godz. 15:15 – jest tu woda i wiaderko, w sumie naliczyłem 9 dziur, czas zacząć kleić, super miejsce na nocleg, na końcu drogi ale nie czas na spanie, butelkowa kąpiel, jak to dobrze, że takie awarie dzieją się we właściwym miejscu i właściwym czasie.
 
Czas wrócić do domu a domem mym jest droga, kierunek, szutrami przez góry na zaporę bo zaczynam szukać gleby na przekoczowanie nocy.
godz. 16:40 – mam przed sobą dwie możliwości, droga główna, pewna i bezpieczna czy góry i szutry ? to oczywiste co wybiorę więc będzie sieczka i haratanie, niech się dzieje.
Blaski zachodzącego słońca będą mym drogowskazem po bezdrożach. Żegnam dolinę znikając za przełęczą, i to niesamowite uczucie bycia prowadzonym. W oddali rezerwuar z drabinką na dach, marzę o noclegu na czymś takim.
godz. 18:53 – sprawdzam kapliczkę Agia Marina i okolice czy nadaje się na nocleg, niby ok. ale pojadę jeszcze dalej, jest tu też woda na kąpiel ale obok działka z psem który mnie wyczuwa i głośno szczeka. Po drodze były nawet sprasowane kostki słomy na polu z których mógłbym sobie zrobić miękkie łóżko na noc.
godz. 19:30 – w drodze na zaporę, niestety nic nie widać więc wracam, szybka kąpiel pod szlaufem przed snem i wskok do śpiwora zapatrzony w tysiące gwiazd.
dst 95km
 
3.06.2017
3dziengodz. – 6:05 baza noclegowa spakowana, balsamacja ryja kremem UV i w drogę na zaporę. Wszystko jest tak jak być powinno oprócz tego, że z przodu zero powietrza – konsekwencje wczorajszego dnia.
godz. 9:15 – korzystam z przydrożnego drzewa mandarynkowego do obfitości. Przeraża mnie dystans jaki mam dziś przed sobą jeśli będę chciał spać na dachu rezerwuaru wody a wiem, że chcę !!!
 
Zapowiada się dzień typu:
 
„do utraty sił, do utraty tchu byleby tylko dotrzeć do celu”
 
Piję wodę gdzie jest tabliczka „woda nie do pica” i tankuję ją w bidony na drogę bo innej nie ma.
 
Mały reset w drodze do Paphos, wkórw za wkórwem non stop z powodu kolejnego klejenia dętek a takie akcje zdarzają się co kilka godzin, łatki nie chcą trzymać bo może za gorąco ? Rezerwuar wody i zapora ale nie czas na nocleg więc ruszam dalej dopóki światło słońca i latarki mnie prowadzi.
godz. 17:40 – ta sama wieżyczka ratownika na której spałem 8 lat temu. Czas zachodzącego słońca to czas gdy powinienem już mieć upatrzone miejsce na przekoczowanie nocy a ja wciąż kleję kolejne dziury w dętkach.
godz. 18:42 – Słońce zachodu, ucieczka z miasta Paphos, kupuję dętkę w sklepie rowerowym,  uzupełniam wodę na terenie przydrożnego hotelu.
godz. 19:15 – idę sprawdzić niezamieszkałe domy czy nadadzą się na nocleg ale patrzę i nie wierzę temu co widzę przed oczami – rezerwuary wody, moje marzenie, cholernie wysokie i zadaję sobie pytanie jak ja tam wniosę rower ? Rower zostaje na dole zapięty i zamaskowany drzewem a ja biorę kąpiel butelkową i wdrapuję się na szczyt z dokumentami na wypadek kradzieży.
dst 120km
 
 
4.06.2017
4dziengodz. 4:30 – szybkie pakowanie i w drogę bo jestem na otwartym widoku. Trasa E4 – Long distance Path . No i po co się pchałem w te góry ?
godz. 7:36 – wrak statku wyrzuconego na brzeg.
godz. 9:00 – Lara Road, 3 litry wody w zapasie, trasa jest przez piekło w żarze i pyle, kamieniach i piachu ale tak właśnie miało być. Kierunek laguna Afrodyty.
godz. 13:10 – już 1,5 godziny pcham rower z buta pod górkę oczekując przełęczy, ludzie z terenówek pozdrawiają mnie serdecznie. Powoli zaczyna się zjazd do samego morza, rower ma jakiś dziwny luz, sprawdzam – niby wszystko ok. ale nadal chwieje się mocno na boki.
 
Tylko nie to !!! Tylko nie tu !!!
 
Złamana rama przy mocowaniu tylnego koła, dobrze, że chociaż daje się prowadzić. Analiza terenu i mapy – to nie tu miałem być, nie przedrę się przez góry ścieżkami dla traperów, kontrola zapasów wody – starczy przy oszczędności na 2 godziny, odległość do najbliższego miasteczka gdzie mogłaby być woda – 20km, odległość do asfaltu – 20km.
 
I to są chwile gdy toniesz albo chodzisz po wodzie.
 
Totalny rewers trasy – powrót, idę dopóki mogę, dopóki starczy wody. To jedyny wyjazd na który zabrałem asekuracyjnie szybkozłączki choć nie miałem takiego zamiaru, pozwalają mi usztywnić ramę. Mam 4 dni by dotrzeć na lotnisko rowerem lub pieszo czy stopem.
 
Nieoczekiwany powrót.
 
godz. 15:44 – ciągle pcham rower przez piachy i kamienie, żar i gorąco, wyciągam ostatnią rezerwową butelkę wody, byleby tylko dojść do kranu w Lara.
godz. 18:30 – ponownie w świecie cywilizacji, zapasy wody zrobione, miejsce na nocleg znalezione – dom surowy otwarty, teraz zupka chińska w blasku zachodzącego słońca nad morzem z widokiem na małą wysepkę, obok przy kościele chyba właśnie jest ślub bo wszyscy tacy ładni. Miejscowość Yeronissos, ten dzień porządnie mną sponiewierał. Ps – nie wiedziałem, że zupka chińska może być aż taka dobra oprócz tego był dziś baton GO
ON i jeden kabanos jako całodniowe wyżywienie.
dst. 89km
 
5.06.2017
5dziengodz. 8:15 – wszystko spakowane tylko w przednim kole flak, do lotniska ok. 240km, sprawdzam jak trzymają ramę szybkozłączki – delikatnie daje się jechać … Pomimo wszystko total luz – to się nazywa zaufanie.
godz. 8:40 – wyjazd z bazy noclegowej.
godz. 10:20 – postój śniadaniowy przy sklepiku w drodze do Paphos, mała puszeczka ośmiorniczek i duża Cola, olejem ośmiorniczkowym smaruję obręcze koła bo hamulce strasznie piszczą z przodu a nie mogę używać tylnych po rozerwę ramę, sprawdzam dystans do lotniska i tylko mam nadzieję, że rama wytrzyma na szybkozłączkach.
godz. 11:30 – kolejne klejenie dętki i tak już będzie chyba do końca.
godz. 14:30 – picnic place with potable water.
godz. 16:30 – a słońce zmierza ku zachodowi, mam dwie godziny by znaleźć odpowiedz na pytanie gdzie będę spał.
godz. 17:20 – widzę rezerwuar na wzgórzu , byłoby super, sprawdzam, odblokowuję drabinę na dach lecz niestety ten rezerwuar nie ma dachu, w oddali są betonowe bloczki przy wyschniętej rzece na których mógłbym spać lecz jadę dalej – jakby co to tu wrócę.
godz. 18:30 – słońce zaszło, robi się zmrok – stan krytyczny.
godz. 19:00 – odbijam na znak kapliczki Agios Giorgios, obok drewniana wieżyczka obserwacyjna ornitologów, sprawdzam, jest super – zostaję, silny wiatr i dobrze bo dużo komarów, szybka kąpiel butelkowa i wskok do śpiwora. Do lotniska ok. 100km, rower ze złamaną ramą daje radę, wszystko pod kontrolą.
godz. 1:25 – walka z komarami, wiatr ustał, oddycham przez szczelinę w deskach podłogowych byleby tylko komary mnie nie zagryzły.
dst. 96km
 
6.06.2017
6dziengodz. 4:30 – obudzony blaskiem wschodzącego słońca, cisza i spokój.
godz. 8:30 – aż szkoda odjeżdżać z tego miejsca, w dalekiej oddali widzianej tylko przez soczewki lornetek widać kościół przy którym docelowo miałem nocować, pakowanie bazy, pompowanie koła i w drogę na mandarynkowe pola.
Postój na 1.5 litra Coli w przydrożnym sklepie. Mijam trzech sakwiarzy z naprzeciwka, szkoda, że nie było szansy by pogadać.
godz. 13:00 – jadę główną trasą B1, odbijam w bezkresną ciszę i pustkowia, dzikość i spokój no i ta swoboda jazdy pomimo wszystko.
godz 13:17 – duży znak drogowy z napisem:
 
CAUTION – ROAD CLOSED, NO ENTRY, TRESPASSERS WILL BE EXPOSSED TO DANGER
 
No przecież ja lubię niebezpieczeństwo i takie zakazy są dla mnie drogowskazem. Ojej, przecież to białe skały na których byłem 8 lat temu.
godz. 13:45 – lubię takie miejsca i ten dźwięk szutru i kamieni spod nóg i kół, idę bo nigdzie się nie spieszę i robię wszystko by dłużej pozostać w miejscu jak to.
godz. 15:10 – w zasięgu lornetki ma kilka rezerwuarów wody na nocleg, jadę sprawdzić.
godz. 16:40 – test okolicznych rezerwuarów wody na nocleg: Pierwszy : jest brama otwarta i jest ok. pomimo bliskości drogi, jadę sprawdzić inne. Drugi super i da się wprowadzić rower. Trzeci na szczycie góry, piękny punkt widokowy ale niestety rezerwuar ogrodzony siatką. Mam trochę czasu przed noclegiem więc ruszam w okolicę, znalazłem pole melonów, zabieram dwa ze sobą bo więcej nie zmieszczę, zeżrę je na plaży. Plaża, tylko murzyny się kąpią, czy mam się bać ? ale to raczej robotnicy co skończyli pracę na okolicznych plantacjach owoców i warzyw. Czekam na noc skąpany promieniami zachodzącego słońca by pod osłoną nocy rozłożyć noclegową bazę na rezerwuarze wody a w nocy czekam na dzień by ponownie wyruszyć w drogę.
 
To nie dystans jest drogą którą pokonuję ale ciąg wydarzeń które mnie spotykają. Jadę ponownie wykąpać się butelkowo do portu – będzie zimno.
godz. 18:30 – port, mam dziesięć minut zanim słońce zajdzie za górami.
 
Vivere, se non fuose stato mai amore… - Laura Pausini
 
Laura to mądra kobieta, która pewnie tą modrość zdobyła na drodze cierpienia. Dużo wniosła w moje serce słów które podnoszą serce z upadku ...
 
Cudowne to miejsce na dachu rezerwuaru, niesamowity widok na okolicę, pełnia księżyca i ta harmonia życia, żywiołu i przygody.
dst 76km
 
7.06.2017
7dziengodz. 5:10 – obudzony wschodem słońca, urocze miejsce, gdy życie się budzi dookoła.
godz. 6:40 – chcę tu zostać dlatego czas na chińskie śniadanie.
godz. 10:40 – znalazłem złote jajo czyli duży żółty melon przy drodze pomimo tego, że w oddali byli ludzie zbierający te melony. Po prostu zajumałem.
Godzina opalania na porzuconym leżaku i kąpiel w morzu na piaszczystym podłożu.
godz. 13:00 – zbliżam się do Larnaki uważnie obserwując okolicę gdzie by tu przenocować tak by o 7:00 być na lotnisku
godz. 14:00 – domek obserwacyjny dla ornitologów po drugiej stronie lotniska ale może znajdę coś lepszego więc ruszam w okolice …
godz. 16:22 – W oddali dwa rezerwuary, jak miło jadę sprawdzić, w oddali góry w których spędziłem sporo czasu, dobrego czasu gdzie jest kapliczka Michała Archanioła i kapliczka noclegowo widokowa na wzgórzu.
godz. 17:22 – dopóki droga trwa, dopóki kręcą się koła…
Igram z czasem i rowerem z połamaną ramą… ale dzikus też miał rumaka ze zwichniętą nogą.
godz. 19:07 – Po zachodzie słońca, dylematy noclegu bo mam 3 miejsca do wyboru. Obrzeża DEXA, aż szkoda opuścić te dzikie tereny ale już czas wyszeptać z wdzięcznością serca słowo żegnaj, ruszam na nocleg w kierunku domku ornitologów.
dst 90km
 
8.06.2017
8dziengodz. 4:20 – pobudka przed wschodem słońca, jak nigdy wcześniej, komary już tylko czekają bym wyszedł ze śpiwora i był im na śniadanie. Cisza, chłód poranka, pakowanie bazy i w drogę na lotnisko. Pakowanie roweru w karton, zupka chińska na zakończenie. Ktoś wezwał policję do mego bagażu bojąc się, że to bomba bo poszedłem odebrać bilet a nie mogłem się przecisnąć z bagażem więc go zostawiłem na 2 minuty. Ludzie z samolotu się śmiali że na Cyprze były promocje na telewizory bo wracam z rowerem w pudle po telewizorze, inni pytają jaki dystans zrobiłem? 
dst. 16km
 
 
 
Dystans całkowity – 617km
Koszt biletu lotniczego 300zł
Koszt przewozu roweru 320zł
Zakupy przedwyjazdowe 120zł
Koszt na Cyprze 6xCola, dętka itp. 30Euro