www.dziennikirowerowe.pl
left_up

home

Sycylia 2012

Kibris

Chorwacja

Mondo

Crete

GuestBook

Lanzarote

right_up
left

Kreta

Hiszpania

Sycylia 2008

Cypr

Grecja

Portugalia

Cyprus_button

Noclegi

right

SYCYLIA 9-16.06.2012r

ROWEROWA DOLCE VITA & BACK TO THE WILD

Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowa
Dziennik Wyprawy      Foto-Galeria
 
Powrócić do dziczy ...
 
9.06.2012
Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaSą miejsca do których chętnie się wraca, gdzie człowiek czuje się jak u siebie, miejsca do których tęskni serce.
są miejsca, które czekają by je odkryć i w nich zagościć,
są ludzie, którzy czekają by do nich zapukać, wziąść za rękę i pognać przez życie
są bezdroża, które czekają aż uczynisz z nich swą własną drogę
są marzenia, które czekają aż pozwolisz im się narodzić
są tęskonty serca, które wołają cichym szepatem czekając, aż pójdziesz za ich głosem nawet jeśli droga okaże się obca a ty wyruszysz bez mapy i gwarancji na cokolwiek mając jedynie pewność, że jest to twoja własna droga...
 
Godz. 14:15 - Warszawa lotnisko – rower w pudle po telewizorze powędrował już na taśmę oversize.
Godz. 20:40 - CATANIA lotnisko, rower odebrany, prawie ciemno, poszukuję miejsca do złożenia roweru i czegoś ukrytego na schowanie kartonów po rowerze bo będę je potrzebował by spakować rower na powrót.
Godz. 22:00 - Powoli kończę składać rower, kartony już schowane.
 
To kolejna wyprawa, którą rozpoczynam w ciemności.
 
Przejazd przez Katanię - miasto tętni życiem, ogrom ludzii, mega korki ale ci ludzie są tacy żywi, zjednoczeni, pozbawieni murów anonimowości, gdy wspominam Warszawę widzę wielki kontrast zastanawiając się gdzie ja żyję? Podobne miasto ale jakże inne.
Godz. 0:47 – MASCALL, ledwo żyję, do planowanego miejsca noclegu mam jeszcze ok. 18km.
Godz. 2:20 – GAGGI – padłem na glebę za kościołem, to nic, że twardo.
Godz. 3:20 – jakieś dzieciaki się mną zainteresowały jak spałem.
 
Dst 61km,  V-max 50km/h,  Time 3:53, AVS 17km
 
10.06.2012
Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 6:05 – Ruszam w górę rzeki Alcantra trasą SS-185 na północ na przestrzał do wybrzeża. Obok ETNA.
Godz. 8:00 – FRANCAVILLA DI SICILIA, wdrapywanie się na szczyt.
Godz. 8:45 – znak informujący o zamkniętej drodze ale i tak wjeżdżam, super, zero ruchu tylko kolarze którzy mnie serdecznie pozdrawiają. Radość ciszy, ciepło słońca i ludzka życzliwość.
Godz. 11:30 – przełęcz na 1110 n.p.m w kierunku NOVARO di SICILIA
Godz. 11:40 – zasłużona przerwa, po takim wzniesieniu na leśnym parkingu czas na zupkę.
Godz. 14:20 – dosypiam godzinkę na placu zabaw dla dzieci, smak zmęczenia.
Godz. 17:10 – znalazłem skrzynkę czereśni, najadłem się na maxa.
Godz. 17:35 – kierunek PALERMO
Godz. 20:48 – północna strona wyspy, plaża, pewnie będę spał tu na piasku. Niepokojące ciemne chmury od strony lądu. Spać mi się chce ogromnie. Po północy grupy młodzieży zauważywszy mnie śpiacego zasypanym w piachu zapraszali mnie na wspólne imprezowanie.
 
Dst. 117km, V-max 59km/h, Time 8:20, AVS 14km
 
11.06.2012
Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 7:16  - czas założyć białą koszule i w drogę...
Godz. 8:15 – CAPO DI ORLANDO, do PALERMO 128km
Godz. 10:10 – chwila opalania na kamienistej plaży, jest naprawdę gorąco.
Godz. 12:20 – szukam jakiegoś cienia na regenerację sił. Godzinny postój przy wodopoju w cieniu.
Godz. 16:10 – CAFELAU, miasteczko z klimatem typowo włoskim, no i te wąskie uliczki. Poszukiwanie choćby odrobiny cienia. Słonce spala mnie, coraz trudniej o wodę do picia.
Godz. 20:22 – port TERMINI IMERESE, dojechałem do końca swoich możliwości. Słońce już zaszło, szukam gleby do spania, może gdzieś na końcu portu się uda…
Godz. 21:35 – jestem na końcu portu, miałem zamiar tu nocować ale przed chwilą była tu policja patrolująca, ale pomimo tego cieszę się jeszcze widokiem na fajne góry BAGHERIA. Być może pójdę nocować za zamek gdzie znalazłem na skałach colę i oczywiście wypiłem. Niesamowite jest to, że podczas jazdy każdy z kolarzy mnie pozdrawia co w Polsce jest nie do pomyślenia, niektórzy kierowcy trąbią by pokazać mi gest kciuka uniesionego ku górze. W oddali widzę kościół, może tam gleby poszukam. Z dali dochodzi fajna taneczna muzyka, potańcowałbym trochę.
 
Dst. 150km, V-max 50km, Time 9:15, AVS – 16km
 
12.06.2012
Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 5:15 – zamykam bazę noclegową pod pałacykiem, wszystko byłoby dobrze gdyby nie te jebane komary, które nie dawały mi spać.
Godz. 5:30 – spojrzenie na wschód słońca nad wyspami liparyjskimi.
Godz. 6:20 – kąpiel pod natryskiem w porcie.
Ps. małe znaki celu nie są celem ale drogowskazem do większego celu – ruszyłem w kierunku postawionej butelki wody by się napić a odnalazłem natrysk. Pysk piecze od słońca.
Godz. 8:00 – PALERMO, śniadanie na przystanku - 5 brzoskwiń.
Godz. 10:30 – dojazd do CAPO DI ORLO, pojechałem za daleko bo tam droga się kończy. Silny wiatr prosto w pysk. Odpuszczam dojazd do CAPO DI SAN VICENZO gdyż nie da się objechać cypla więc byłaby to trasa 25km w jedną stronę i powrót tą samą drogą.
Godz. 18:00 – postój na wzgórzu Castellammare, fajna panorama na miasto, odbijam od wybrzeża i ruszam drogą przez ląd SS187 w kierunku TRAPANI.
Godz. 19:30 – poszukiwanie miejsca do spania:
- w fabryce marmuru, na marmurowych klocach ?
- na rolkach słomy na polu ? byłoby fajnie chociaż jeszcze troszkę za wcześnie bo za widno, ruszam na CUSTONACI, niesamowity masyw góry – MONTE COFANO. Jakieś miasteczko, kładę się za budynkiem padnięty z sił.
Godz. 22:30 – cholerne komary, zwijam śpiwór i jadę szukać innej bazy noclegowej.
Godz. 23:15 – pośród morza prostopadle jest falochron, może tam się da? Rozkładam śpiwór, niestety też są komary, miejsca jest bardzo mało, oby nie wpaść do morza i żeby rower nie wpadł, gorąco i zero wiatru.
Godz. 3:25 – silny wiatr, czyżby zapowiadał burzę ? brak wody do picia.
 
Dst. 154km, V-max 47km/h, AVS-14km/h
 
13.06.2012
Palermo street Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 6:44 – czas rozpocząć kolejny dzień.
Godz. 7:30 – TRAPANI. Port, forteca, zabytkowe ruiny, wąskie uliczki czyli typowe DOLCE VITA i niech tak pozostanie.
Czas by po prostu BYĆ… „brzoskwiniowe śniadanie”
Godz. 9:05 – stacja benzynowa, napełniam butelki wodą i robię pranie białej koszuli, od dzisiaj totalny luz.
 
 
 
DOLCE VITA
 
Godz. 9:40 – świat rozlewisk, chyba produkcja soli z morskiej wody.
Godz. 11:32 – cztery myśliwce wojskowe, pewnie mają ćwiczenia.
Godz. 12:05 – ponownie w świecie wiatraków i rozlewisk.
 
ISOLE DELLO STAGIONE
 
Znalazłem na ulicy ICE TEA – była naprawdę bardzo HOT TEA.
Godz. 17:04 – może i jestem spalony słońcem, zmęczony, niewyspany ale za to obecny w swoim świecie i czuję, że żyję.
 
Podróż, przygoda i wyzwania.
 
Godz. 18:30 – kąpiel butelkowa przy drodze a później Cola i ciasteczka ze sklepiku.
Godz. 19:05 – pomyłka trasy, powrót, szukam przebicia przez rzekę. Wyminęły mnie młodzieńcy na skuterach humorystycznie naśladując moje ruchy na rowerze.
Godz. 19:30 – labirynty dróg i bezdroży. Czuję jak po Coli wstępuje we mnie siła i moc. Czas  zachodzącego słońca, kierunek MENFI.
Godz. 20:30 – o jaka fajna ścieżka, przeprawa przez kawałek przeoranego pola i płot by dostać się do ścieżki. Naprawdę z całego serca podoba mi się ta ścieżka.
Godz. 20:40 – wypatrzyłem w oddali betonowy zbiornik wodny, byłby fajny na nocleg, obok jest pole ze słomą w rolkach, na rolkach też mógłbym spać ale niestety nie ma tam drogi dojazdowej tylko chaszcze i wysoka trawa więc jadę dalej swoją ulubioną ścieżką.
Godz. 20:51 – znalazłem dwie małe studzienki wodne w sam raz do przenocowania na samej górze pokrywy, super widok no i na wietrze, wtedy komary nie podskoczą. Czuję się rozpieszczony takim obrotem miejsca i okoliczności.
PS. dziękuję państwu z samochodu, którzy zapytali mnie o drogę przerywając tym samym myślową destrukcję, pomagając tym samym być tu i teraz.
Muszę przenieść rower przez barierkę i doprowadzić go do studzienki. Patrzę na chmury - czy mam obawiać się w nocy deszczu ? Ps. coraz silniejszy wiatr. Rozkładam śpiwór….
 
- Cosa fai ?
( co ty robisz ? ktoś tu jest i mnie widzi ? w oddali na polach widzę jakąś postać a byłem pewny, że to totalne pustkowie, zamurowało mnie … milczę… udaję, że mnie tu nie ma )
- Cosa fai ?
- Sogno turista, ciclista, voglio dormire qui !!!  posso dormire qui ?
- Si, ma questo posto e molto perricoloso. Do you speak english ?
- yes
- This pleace is very danger
- for me it is not danger, i sleept like that every night ( ale dla pewności pytam jeszcze raz :
- Posso dormire qui ?
- Si.
- Grazzie mille !!!
 
No i super – rewelacja
 
Dst. 156km, V-max 55km/h, Time 9:06, AVS 17,2km/h
 
14.06.2012
Agrigento Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 5:42 – czas powstać ze snu bo przede mną dziś droga daleka.
Godz. 7:06 – ostatnie dni są najlepsze, szczególnie gdy mam przed sobą cały dzień a cały ból i niewygoda a nawet zniechęcenie zostało już dawno pożegnane.
 
Wiem, że jestem w samym środku cyklonu, który wnosi w me serce żywioł życia.
 
Jest coś niesamowitego po przekroczeniu granicy bólu, zniechęcenia i słabości, jest jakiś głęboki pokój i radość.
Satysfakcję można osiągnąć tylko po przekroczeniu samego siebie.
Godz. 9:28 – jest bosko, w drodze do AGRIGENTO, czas poszukać śniadania.
Godz. 9:53 – MONTALLEGRO, czas rozkoszy i postoju, przeprojektowanie koszulki.
Godz. 10:30 – SHOW MUST GO ON, podjadę do warsztatu po wodę bo wszystkie butelki mam już puste.
Godz. 12:20 – „TURECKIE SCHODY”
Godz. 13:30 – AGRIGENTO
Godz. 13:50 – z radością przygarniam porzuconą czerwonowłosą księżniczkę i zabieram ją w podróż życia.
Godz. 14:25 – zaatakowałem przydrożne pole melonów upolowawszy dwa melony bo więcej nie byłem w stanie zjeść. Kierunek GELA, dziś będzie jazda do upadłego bo miałem kilkadziesiąt kilometrów w plecy.
Godz. 17:30 – LICATA, odpoczynek plus Coca Cola, czas na kąpiel bo cały jestem przepocony. Mam jeszcze 2,5 godziny do zachodu słońca a do przejechania ok. 40km. Kierunek domek nr 3 przy Lago di Biviere jako miejsce na nocleg. Skóra piecze od słońca.
 
W drogę – DEAD OR GLORY ? – SO GLORY !!!
 
Godz. 19:00 – piękno zachodzącego słońca, złociste kolory pól , bunkry, smak życia i przygody.
Godz. 20:02 – GELA, jestem przy fontannie którą widziałem 4 lata temu jak byłem tu pierwszym razem, zaraz wejdę do niej by się wykąpać, trochę to dziwne ale ona jest w środku drogowego ronda gdzie jeżdżą samochody, więc zrobię to szybko bez zbędnych emocji. Po kąpieli czas w drogę.
 
Skręcam w prawo mając nadzieję, że tam będzie docelowe jezioro i domek nr 3.
Godz. 20:50 – nie ma jeziora, nie wiem gdzie jestem, masa szklarni uprawnych. Pytam o jezioro osobę na drodze: prosto 2 km później w lewo 1 km i będzie jezioro.
Godz. 21:50 – totalna klapa, nadal nie ma jeziora, jadę dalej, w ciemności zatrzymuję nadjeżdżający skuter, pytam o jezioro: prosto i będzie po lewej stronie. Jest jezioro w oddali ale bez dojazdu, próbuję je okrążyć orientacyjnie.
Godz. 22:23 – jest wjazd, są domki, zniszczone, pozamykane na kłódki, zaniedbane. W trójce pobite szyby, idę do dwójki, francuzem otwieram zamknięte drzwi, sprzątam podłogę, jest cudownie.
 
Dst. 190km, V-max 59km/h, Time 10:30, AVS 18km/h
 
15.06.2012
Sunset Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 7:22 – skóra się ze mnie sypie, jakieś robaki chodzą w koło mnie, jakiś ptak tupie mi po dachu, urocze jaszczurki biegają radośnie po suficie i ścianach.
Godz. 8:12 – LAGO DI BIVIERE, piękna pochmurna pogoda która daje odpocznienie od słońca, karmię mrówki wafelkami, zwiedzam punkty obserwacyjne ptaków przy jeziorze. Ruszam w kierunku ACATE.
Godz. 10:15 – ACATE, relax śniadaniowy na placyku w miasteczku.
Godz. 14:05 – samotne drogi, zapach palonej trawy i kolory spalonej słońcem roślinności.
Godz. 14:30 – zapora wodna, wjeżdżam na zaporę pomimo zakazu wjazdu tylko dla ludzi z autoryzacją bo nie po to jechałem by zostać zatrzymanym przez jakiś znak z zakazem wjazdu. Jestem na zaporze, w oddali wyrusza samochód w moim kierunku, zatrzymują się przy mnie by grzecznie mnie stąd wyprosić więc wracam.
Godz. 15:10 – piękno zapomnianych i opuszczonych dróg.
Godz 15:35 – w drodze na szczyt LICODIA EUBEA, wyminęła mnie pusta laweta jak pchałem rower pod górę z propozycją podwózki ale grzecznie z uśmiechem podziękowałem bo polubiłem te góry.
 
BYĆ PONAD...
Godz. 16:35 – kierunek VIZZINI, coraz wyżej.
Godz. 17:50 – przede mną złote pola i ETNA. Długi zjazd kilkanaście kilometrów z górki.
Godz. 19:45 – LENTINI, na mapie obok jest jezioro więc tam gdzieś na pomoście będę szukał miejsca na nocleg.
Godz. 20:10 – całe jezioro ogrodzone jest wysoką siatką, kamerami i drutem kolczastym, otoczone jest wysokim wałem bez możliwości dostania się do środka ale na szczęście na polach są rolki słomy na ścierniskach albo po prostu rozłożę się ze śpiworem na ściernisku. Jednak ściernisko, tupię mocno nogami by wypłoszyć ze szczelin ziemi myszy i węże, obchodzę miejsce noclegu trzy razy tak jak Gedeon obszedł Jerycho by je zdobyć.
 
Dst. 114km, V-max 58km/h, Time 8:11, AVS 14km/h
 
16.06.2012
Catania castle Sycylia io e bicicletta wyprawa rowerowaGodz. 7:13 – w nocy komary jak bombowce krążyły nade mną a teraz mam słońce prosto w twarz. Fajnie tu, wszystko wilgotne od rosy.
Godz. 7:30 – radość bycia.
Godz. 8:52 – przydrożne dziewczyny prosto z Afryki pozdrawiają mnie radosnym okrzykiem - CIAO BELLO !!! wywołując uśmiech na mej twarzy.
Godz. 9:50 – ruiny samotnego zamku
Godz. 11:15 – CATANIA, park blisko lotniska. Kąpiel przy stadninie koni policyjnych.
 
 
ULTIMO GIORNO AL SICILI
Powoli zbliża się czas by wyszeptać włoskie ARRIVEDERCI
 
DAŁEM Z SIEBIE WSZYSTKO I WSZYSTKO PRZYĄŁEM W ZAMIAN
 
Spojrzałem w lusterko, mam nadzieję, że nie wystraszę ludzi w samolocie, wszyscy będą wracać z hoteli a ja z dziczy pełnej życia i przygody oraz czegoś co znacznie przekracza standardy normalności, bezpieczeństwa i stabilizacji.
 
Godz. 13:22 – lotnisko CATANIA, sprawdzam tylko czy są schowane kartony – są więc mam jeszcze troszkę wolnego czasu.
Godz. 14:15 – ostatnia wieczerza czyli duże bułki z salami , pomidory i piwo ze sklepu – wypas na maxa.
Godz. 16:09 – rower już spakowany w kartony, pysk mnie piecze i wygląda strasznie.
Czerwonowłosa księżniczka ma się dobrze, zabieram ją do PL
 
Dst. 56km, V- max 36km/h, Time 3:43, AVS 15km/h
 
Dystans całkowity 998km