www.dziennikirowerowe.pl
left_up

home

Sycylia 2012

Kibris

Chorwacja

Mondo

Crete

GuestBook

Lanzarote

right_up
left

Kreta

Hiszpania

Sycylia 2008

Cypr

Grecja

Portugalia

Cyprus_button

Noclegi

right

INTO THE WILD - SYCYLIA 7-14.06.2008r

Wyprawa Rowerowa Za Głosem Serca.

Sycylia wyprawa rowerowa
PoprowadŹ mnie w miejsca najbardziej niebezpieczne,
 gdzie życie wisi na włosku albowiem nie mam już nic do stracenia.

Dwa lata cichym echem rozbrzmiewało we mnie słowo “SYCYLIA” było jak szept który muskał me serce nadając tym samym kierunek który wcześniej czy później musiałbym obrać bo kocham przygodę i wyprawę szczególnie w nieznane.

Są marzenie które rodzą się w sercu a ja mam zamiar pozwolić im się narodzić.

Gdy przyszedł właściwy czas spakowałem rower w kartony, wziąłem śpiwór i wsiadłem w samolot Warszawa - Catania.

 

Żadnych normalnych noclegów - wszystko na dziko.

 

Dziennik wyprawy          FOTO-GALERIA

 

7.06.2008 Sobota

Sycylia wyprawa rowerowagodz. 7:00 Razem z Kasią jedziemy na lotnisko Okęcie, rower spakowany w tekturowe kartony po pralce znalezione na śmietniku, proszę ją aby poczekała dopuki nie oddam roweru na bagaż bo nie wiem czy go zabiorą. Rower poszedł - Kasia wraca do domu, ja zostaję na lotnisku, chwila w kaplicy, maksymalne skupienie, wyciszenie jakbym wkraczał w nową czasoprzestrzeń, gdyż wszystko co jest przedemną jest okryte wielką tajemnicą i niewiadomą.

godz. 9:35 Start samolotu - kierunek Sycylia

godz. 13:25 KATANIA, odbiór roweru, przepakowanie, składanie rumaka i w drogę na północ poprzez 200km górzystego terenu do połnocnego wybrzeża.

godz. 17:00 Pierwszy postój po 27km od KATANI okolice PATERNO. Obiad – doskonały pasztet podlaski. Pierwsze zmęczenie i pierwszy pot przelany, ale pomimo tego cudownie jest być tam gdzie być powinienem.

Droga poprzez środek lądu to masakra – okropnie górzyste podjazdy już mi dały wycisk. Chcę, czym prędzej dobić do północnego wybrzeża by jechać wzdłuż morza po płaskim. Mam zbyt wiele bagażu ok. 16kg i czuję jego ciężar.

Przez pomyłkę władowałem się w jakąś dwu pasmówkę – okropna jazda wśród tylu samochodów, często trąbią – chyba droga nie dla rowerów. Ale pomimo tego jest wiele pięknych widoków i ten cudowny zapach włoskiego powietrza. Po prawej stronie Etna. Mam zamiar dziś dobić choćby do 90km. Będę uciekał z górzystego lądu – piękne widoki, ale bardzo męcząca jazda po górach. Zapas wody do picia szybko się wyczerpuje.

godz. 21:20 REGALBUTO – Lago Pozzillo

Gonitwa trzech psów pasterskich, jadę max 35km/h ale oni też, tylko słyszę kilka metrów za sobą wściekła szczekanie i dzwięk psich pazurów zdzierających asfalf by tylko dorwać rowerzystę  – uciekłem im… Baza noclegowa, nocleg na ławce – metalowo prętowa na skraju miasta przy kapliczce trzech krzyży. Na deser miałem dziś słodkiego ciepłego pomarańcza leżącego przy drodze. Z braku sił i ciemności dystans dzienny zakończony przed planowanym 66,8km V-max 52km/h. Piękne widoki, ale droga ciągle pod górę, wiele razy pchałem z buta rower przy dużych wzniesieniach. Zaczynają świecić gwiazdy w całej okazałości, w miasteczku słychać jakieś konkursy nagłośnione. Pora iść spać….

godz. 00:07 okropnie zimno, nie mogę spać, śpiwór + spodnie + bluza to za mało. Wstaję by skorygować trasę, bo pierwotny plan podróży mnie wykończy. Ogrzewam się ciepłem leflektora oświetlającego kapliczkę

 

8.06.2008 Niedziela

Sycylia wyprawa rowerowagodz. 4:48 - Wyjazd z miejsca noclegu – nadal zimno i trochę jeszcze ciemno.

Wraz ze wschodem słońca wschodzi również radość na twarzy.

godz. 9:15 Podążam nowym planem tras by skrócić męczący dystans górski, pchanie roweru pod górę. Jakie tu jest bezludzie, bo trudno znaleźć jakiś dom, w którym mógłbym dostać wrzątek na zupkę i herbatę.

20km do ENNY. Odpoczynek na moście, zaczynam być głodny, po kabanosach i wodzie chce mi się rzygać. Zostało tylko 0,5 litra wody – w ENNIE na pewno będzie jakiś kran.

Zawaliłem sprawę – nie wziąłem MP3 a posłuchałbym włoskiego radia.

godz. 20:45 jestem już na wybrzeżu GELA. Ławka na nocleg znaleziona, kąpiel w morzu zaliczona chciałem się umyć mydłem, ale okazało się ku memu zdziwieniu, że mydło nie rozpuszcza się w słonej wodzie.

Zaczyna się robić ciemno i wieje wiatr.

W poczuciu zmęczenia podziwiam Alexa Mccandlessa z filmu „Wszystko za życie”

Nocleg podobnie jak ostatnio przy kapliczce M.B.

Wieje mocny wiatr – czuję, że w nocy znowu zmarznę…

Dystans dzienny zakończony 120km V-max 55,7km/h. Było dużo pchania roweru, ale ostatnie 25km było cały czas z górki. Nie było nikogo, kogo mógłbym poprosić o wrzątek. Baza noclegowa przy porcie i dużej strefie fabrycznej.

godz. 21:15 wyruszam w trasę w poszukiwaniu nowego noclegu, jakiegoś zamkniętego pomieszczenia by nie zmarznąć. Znalazłem na wylocie z miasta jakiś porzucony dom – wydaje się OK. Nie mogę napompować dmuchanego materaca, więc porzucam go i ruszam dalej w drogę pośród ciemności. Miałem jechać wybrzeżem, ale znajduję skrzyżowanie i znak kierunkowy „Santuario Padre Pio” wiec zamiast jechać wzdłuż wybrzeża podążam za znakiem Padre Pio. Później znak kierunkowy na jezioro, – więc skręcam. Znajduję cudowne drewniane domki 2m x 2,5m. Najlepszy nocleg – cudowny domek, podłoga z drewna w sam raz na przenocowanie i rozłożenie śpiwora. Dystans dzienny 132km.

 

9.06.2008 Poniedziałek

Sycylia wyprawa rowerowagodz. ok. 7:30

Od teraz przestaję się gdziekolwiek śpieszyć. Może nawet wrócić tu na kolejny nocleg….

 

JEST CUDOWNIE…..

 

Z dala od dużych miast, jego chaosu i gonitwy.

godz. 9:27 Lago il Biviere - znalazłem okulary słoneczne ale jakoś zmieniają odległość widzenia więc znajdzie je też ktoś inny…

Podróż według pierwotnie ustalonego planu byłaby masakrą… dużo mniej zwiedzę, ale ważniejsze jest to, że jestem.

Gdy przychodzi czas walki o przetrwanie, znalezienie jakiejś gleby do spania i wody do picia wtedy większość problemów i pytań traci swoją moc.

godz. 16:00 była już kąpiel w morzu, kolejny raz cmentarny kran pomógł mi przetrwać dając wodę. Na wielu nagrobkach młodzi ludzie i podpisy przyjaciół doświadczonych stratą tych, których kochali.

Czasami miałem wrażenie jakbym jechał przez jakieś wielkie wysypisko śmieci – chyba tu nie sprzątają. Ogromne tereny szklarniane, jakieś wielkie plantacje pomidorów, papryki, cukini… Postój i obiad w obszarze archeologicznym, cudowne kabanosy i cudowna musztarda no i w cieniu. Zaczyna mi się to podobać.

godz. 22:22 – Nie znaleziony jeszcze nocleg, ale za to była przeprawa przez piękny rezerwat, kąpiel w słodkiej wodzie i przeprawa nocna wśród trzciny cukrowej i bambusów, wreszcie mogłem się umyć mydłem.

Zaraz ruszam dalej szukać jakiejś ławki, pewnie w nocy znowu mnie zimno dopadnie. To nie to, co w cudownym domku nr. 3.

Ryj i czacha spalone słońcem.

Kurde – chce mi się spać !!!

 

10.06.2008 Wtorek

Sycylia wyprawa rowerowagodz. 8:07 Nocleg na paletach w jakimś nie dobudowanym biurowcu. Czuję, że spuchnięty mam pysk. Palety niewygodne, ale że nocleg w budynku to nie zmarzłem.

Właśnie najtrudniejsze w tej całej wyprawie jest znalezienie miejsca na przekoczowanie nocy. Udało mi się jakoś ogolić, mydło zamiast kremu i zimna woda do picia – bolało aż popłynęły mi łzy ale za to teraz jestem o wiele piękniejszy :) maszynka jest zapchana bo nie było w czym jej wypłukać.

Co ja mam w tych sakwach, że to takie ciężkie, na prostej i z górki jedzie się OK. ale pod jakąś górę to trzeba go pchać, a najgorzej gdy wczoraj musiałem wnieść rower na pierwsze piętro. Poprzedni dystans dzienny 83km a miało być 60km, czyli 23km było w poszukiwaniu noclegu, w rezerwacie były piękne punkty obserwacyjne, super miejsca na nocleg, ale niestety pozamykane.

godz. 9:05 - ryj został zabalsamowany mleczkiem UV-10 którego termin ważności miną 2005r.

Zaraz ruszam w trasę – 1 litr wody do końca.

godz. 11:00 – zbiorniki wody uzupełnione z natrysku plażowego.

godz. 13:00 - postój na skalistym wybrzeżu – gruby świerszcz.

godz. 15:05 - właśnie dostałem w barze za gratis wrzątek do termosu – HURA !!! Zupka już się zaparza...

Wkraczam na najniżej położony odcinek Sycylii.  36.40’

Zupka chińska, podwójne lody, brzoskwinie – to po prostu wielki dzień obżarstwa.

godz. 23:55 Jestem w porcie – nie mam noclegu – MASAKRA !!!

 

 

11.06.2008 Środa

Sycylia wyprawa rowerowagodz. 5:55  - dopiero ok. 0:30 znalazłem ławkę, 30 km pośród nocy w poszukiwaniu jakiejś miejscówki do spania, ciągłe gonitwy psów. Spotkanie 3 dzieciaków w Pachino - myślałem, że zaraz coś mi ukradną z roweru, licznik albo lampkę ksenownową z kierownicy i uciekną. Dystans dzienny 83km, nocleg w Portopalo przy ołtarzu na brzegach osiedla.

Muszę wcześniej mieć znalezione miejsce na kimanie ok. 18:00

Jazda po plaży…

godz. 7:51 – Teraz jest czas gdy wkładam rękawiczki, ubieram białą koszulę i nie poddaję się ani nie ulegam pokusie zniechęcenia i zmęczenia – ruszam w kierunku 36.40’

Bo po to tu właśnie jestem !!!

godz. 9:02 – 36.40 e Non Ce Piu

Warto jest znieść trud nocy dla piękna i przygody następnego dnia.

 

Isola delle Correnti - 36.40’

 

Mam wielką ochotę popłynąć tam na wyspę… tylko co z rowerem, przecież go nie zakopię w piachu… a może?

Rozpoznanie wyspy dokonane:

Droga dostępowa – nurkowanie powierzchniowe, sprzęt A+B (maska i fajka) duże fale, brak płetw utrudniał pokonywanie podwodnego dystansu. Na wyspie obiekt militarny – nieaktywny, na tyłach latarnia morska, wyspa zamieszkała przez gołębie, jaszczurki i zające. Widoczność podwodna utrudniona przez wielkie ilości strzępków roślin. Rower nie został skradziony i to jest najważniejsze

godz. 15:30 - MARZAMEMI

Były big lody a teraz herbatka i gorąca zupka chińska. Pogadanka na plaży – małżeństwo i murzyn. Włoski parkingowiec posłał mi włoskie Arrivederci na pożegnanie.

Mała dziewczynka podczas jazdy z samochodu pokazała mi - Fuck You.

godz. 20:12 – Jestem na miejscu noclegu – skrzyżowanie ulic, duży ruch, teren otwarty ale jest materac śmietnikowy i wielkie jaszczurki więc nie wiem jak to będzie, na razie czekam aż zrobi się ciemno. Chciałbym się jakoś wyspać bo padam szczególnie po ostatniej nocy.

Fajnie, że noc nie trwa wiecznie to tak na pocieszenie. W pamięci mam fragment piosenki chyba „szklana pogoda”

 

– „przetrwać noc i dociągnąć do rana….”

 

Biorę się za lekturę Benedykta.

godz. 21:41 – walnąłem głupa, wybrałem się w poszukiwaniu innego lokum i aby przeczekać aż się ściemni i się władowałem w jakieś duże miasto AVOLA. Ogromne ilości młodzieży widać że miejscowi i są zżyci. Zgubiłem się i szukam trasy powrotnej. Ostania chałwa poszła plus izotonik w tabletce z wodą.

godz 22:30 LIDO DI NOTO

Znowu na miejscu skrzyżowania gdzie miałem nocować. Materac śmietnikowy, zastawiam deskę, nóż asekuracyjnie pod ręką – wchodzę do śpiwora. Dystans dzienny 81km

 

 

12.06.2008 Czwartek

Sycylia wyprawa rowerowagodz 6:28 – Fajne było spać na materacu – kości nie bolały, czasami ktoś zajeżdżał by się odlać albo ragazzi motorini ale pozostałem niezauważony. Nawet psy się zbliżyły, dostrzegli mnie ale uciekły.

Zaraz ruszam na Sirakuzy przez to moje wczorajsze AVOLA.

Biała koszula – masakra, brudna i śmierdzi…

godz. 7:23 – Śniadanie na placu w AVOLA z widokiem na morze – brzoskwinie. Jadąc widziałem kogoś kto jak ja spał na ławce, super że nie jestem sam. Wielu ludzi biega o tej porze…

godz. 9:24 OGNINA

Rewelacyjne miejsce do nurkowania – CUDO, biorę maskę i fajkę i pod wodę…

Czysta woda. Super teren podwodny, skały piasek, widziałem dużą rozgwiazdę czerwoną. Zejścia na głębsze głębokości z koniecznością wyrównania ciśnienia w uszach. Ale miejsce do nurkowania jest wspaniałe…

A teraz Benedetto – „ In dialogo con i Giovani”

 

KUDŁATY – SUPERPODRUŻNIK

 

godz. 12:30  - Ale wstyd !!! ogromna dziura w kąpielówkach na tyłku a ja nie wiem od kiedy, pewnie jak nakładałem gatki to przydeptałem butem i poszło, ale wstyd - cały czas wśród ludzi z dziurą w gaciach – Ale wstyd – natychmiast uciekłem z miejsca zdarzenia.

Ale że jestem na urlopie to musze być wolny od pracy i od wstydu.

godz. 14:30 – znalazłem Colę 0,5 na ulicy, wypiłem – była bardzo ciepła.

godz. 14:58 – Mocny wiatr, burza od strony lądu, słychać grzmoty.

godz. 15:19 – C. Murro di Porco. Grzmi, zaczęło padać, skryłem się w domku ruin co nie ma dachu ale ma ściany, przy takim wietrze nie będzie padać pionowo więc OK.

Zaczyna padać coraz bardziej. Zupka chińska i herbata rumiankowa.

godz. 17:15 – EXTRA klify przed latarnią….

godz. 18:05 – Klify, brak mi słów by oddać klimat tego miejsca, chyba najpiękniejsze miejsce jakie dotąd widziałem na Sycylii. Coś pięknego i jakże bym miał wielką ochotę spędzić tu kilka godzin na nurkowaniu.

Ps. Ani jednego człowieka…

godz. 21:55 – SYRAKUZY, jakieś osiedle, uliczka dojazdowa i ławka, oświetlone miejsce – może tu zostanę na noc i jeśli tak to by się przydały jakieś kartony ze śmietnika. Dystans dzienny 73km

 

13.06.2008 Piątek

Sycylia wyprawa rowerowagodz. 5:25 – zimno w nocy, duża wilgotność powietrza (niewyspany)

godz. 7:00 – Marina di Melilli – śniadanie: pasztet podlaski 16km od poprzedniego noclegu

godz. 7:58 – cypel Therau – Magnisi

Przechodząc przez małe stado krów cieszyłem się dużym zainteresowaniem tych zwierząt. Dużo trasy OFF-ROAD

godz. 9:24 – Therau Magnisi – dużo wejść i przejść podziemnych jakby jakaś baza obronna (schrony)

godz. 8:40 – zostało 0,5 litra wody – kierunek Augusta. Dużo piachu we włosach, pewnie jeszcze z miejsca 36.40

godz. 10:00 – niepokojące dźwięki metaliczne z okolic piast – raczej tylna. 0,2 litra wody!!! 2km do Augusty

godz. 10:30 – Augusta

Tylne koło w rozsypie – może się rozwalić w każdym czasie, nie miałem smaru i wpuściłem we wianki krem przeciwbólowy ale to i tak nic bo szpila dociskowa jest krzywa. Uzupełnienie wody w warsztacie rowerowym. Teraz czas na deser – Melon

godz. 10:45 – mam ochotę na lody cytrynowo wiśniowe!!! Bo po to tu w końcu jestem!

godz. 11:00 – regulacja tylnego V-Breaka

 

godz. 13:05  -  Brucol - S.O.S – Złamana tylna ośka i urwana szpila dociskowa, zero jazdy, koło tylne wisi w powietrzu!!!

 

godz. 13:10 - rozglądam się po okolicy, podchodzę do przechodnia z pytaniem gdzie tu jest w pobliżu jakiś sklep rowerowy lub jakiś warsztat - w odpowiedzi słyszę “Panie tutaj to tylko same knajpy a sklep to w Auguście ok 12 km” Podchodzi jakiś młody, okazuje sie, że to jego syn, próbuje to naprawić ale co tu naprawiać... wiec proszę o pomoc w dotarciu do sklepu, Pepe odchodzi i za chwile podjeżdza samochodem, pakujemy rower do bagażnika i jedziemy do Augusty tam zostawia mnie pod sklepem który jest zamknięty. Dziękuję mu z całego serca, daję 20 Euro i Pepe wraca do siebie.

godz. 14:00 – siedzę pod sklepem w Auguście, gdyby nie Pepe byłbym sztywny. Siedzę pod sklepem motorowerowym i nie wiem czy cos takiego będą mieli, otwarcie o godz 15:00

godz. 14:10 – Pozbawiony zabezpieczeń a jednak nie pozbawiony nadziei.

 

Jest cos pięknego w takiej przygodzie, szczególnie wtedy, gdy czujesz, że wisisz w powietrzu.

 

Otwarcie sklepu, biorę w rękę koło, złamaną ośkę i pokazuję sprzedawcy czego potrzebuję bo trudno wszystko wytłumaczyć, on sie przygląda, przeszuke sklep i mówi, że ma tylko ośkę do przedniego koła ( która jest o 3cm za którtka i się nie nada) ten sklep to ostatnia deska ratunku. Po drugiej stronie ulicy leży mój rower przewrócony do góry kołami, sprzedawca idzie na zaplecze i przynosi całe kompletne koło chyba za duże i wymontowuje z niego ośkę i przekłada do mojego koła - JEST MOC !!!

 

godz 15:55 – jestem w miejscu gdzie jadłem melona.  To była extra historia bo było tyle w niej emocji aż do tego stopnia, że powrót z Sycylii stanął pod znakiem zapytania rodząc mnóstwo kolejnych pytań.

godz. 16:30 – w drodze na Katanie – dwa koła scentrowane, tylne ociera o ramę, opona jest w stanie wytrzeć aluminium, ubytki ramy już są widoczne.

godz. 16:50 – muszę nadrobić ok. 16km gdyż zaczyna się autostrada z zakazem wjazdu dla rowerów. Odbijam w lewo na Villasmuda

godz. 18:00 Villasmuda – miałem ochotę na lody ale nie było więc pomyślałem jakiś napój ale koniecznie z lodówki, było tylko piwo – więc piwo.

Główny plac miasteczka, na środku pomnik Emilio Greco, z tyłu otwarty kościół pewnie zaraz rozpocznie się msza. Obok są tanie arbuzy 0,065Euro/kg. Trochę czuję się narąbany po piwie – całego nie wypiłem bo to było 0,66litra. Czas ruszyć dalej...Chętnie bym poszedł na tą mszę ale....

godz. 21:40 – Podjeżdzam do przydrożnego motelu z zapytaniem o cenę noclegu gdyż jutro mam samolot powrotny a muszę się wykąpać by nie śmierdzieć zbytnio w samolocie, ostro nawalony facet mowi, że 40 Euro i rower mogę zostawić na dyżurce a pokój jest na gorze, nie zostawię roweru - nie ma mowy !!! więc dostaję pokój badziewiasty na parterze do którego mogę wprowadzić rower, najważniejsze, że jest gorący prysznic. Gorąca pizza Napoletana już na łóżku – jest cudnie. Dystans dzienny 107km. To był piękny dzień, chyb najpiękniejszy, chociaż każdy miał swój urok ale ten był extremalny ze względu na awarie Gianta i ludzi których spotkałem obdarowany pomocą.

godz. 0:30 - nie mogę spać, komary mnie poharatały wiec polowanie w odwecie. Otwieram okno by było trochę świeżego powietrza. Nie mogę spać bo nie przywykłem do cywilizowanych noclegów... dusza żąda dziczy.

 

14.06.2008 Sobota

Sycylia wyprawa rowerowagodz. 7:00 – pobudka, dojadam resztkę pizzy, pakowanie.

godz. 8:30 – Katania – „uroczyste pożegnanie białej koszuli”

 

KUDŁATY – POLAND – SICILY

MARZYCIEL - PODRÓŻNIK - IDEALISTA

 

godz. 8:45 -  to nie jest zwykła koszula, ona ma swoją własną historię, doskonała na ochronę przed słońcem, dziurą ozonową i promieniowaniem kosmicznym a ponadto jest bardzo stylowa.

No przecież nie mogę jej tak zostawić – zabieram ja do PL

godz. 9:30 – Katania – duża pinecha w przednie koło – nie wyciągam by nie stracić powietrza, jadę w kierunku lotniska.

godz. 9:45 – lotnisko Katania – dystans dzienny 20km ok. 2 godziny do odprawy.

godz. 11:00 – pakowanie roweru w kartony i przepakowanie bagażu do jednej torby

godz. 18:10 – WARSZAWA

 

Podziękowania dla Kasi za transfer między lotniskiem w obie strony, Oldze za termos i pomysł o napisaniu dziennika wyprawy, Pepowi za podrzutkę mnie i roweru pod sklep motorowerowy w Auguście, sklepikarzom za pomoc w montażu koła i innym którzy się przyczynili do sycylijskiej wyprawy...

 

Podsumowanie:

Pokonany dystans 645 km

Koszty 850zl ( przelot + ubezpieczenie + koszt przelotu roweru)

80zł – zakupy przedwyjazdowe